Zły Leopolda Tyrmanda ukazał się pod koniec grudnia roku 1955 i natychmiast stał się niekwestionowanym bestsellerem. O skali powodzenia powieści niech zaświadczą słowa samego autora, który w głośnym wywiadzie dla "Tygodnika Powszechnego" z roku 1981 tak wspominał tamten okres: "Zły wyszedł i stał się miażdżącym sukcesem. W życiu nie przyszłoby mi do głowy, że coś takiego może zaistnieć. Pamiętam, jak natknąłem się na ogromny ogonek, myślałem, że po masło, ale była tam księgarnia. Spytałem ostatniego faceta, co tu dają, a on mówi, że Złego. »Jeden egzemplarz na ryło«. To były piękne rzeczy" [1].
Leopold Tyrmand urodził się 16 maja 1920 roku w Warszawie, w rodzinie żydowskiej. Jego dom rodzinny nie był ortodoksyjnie żydowski, po wojnie pisarz przeszedł na katolicyzm i starał się nie afiszować swoim pochodzeniem. Ponoć rozpowiadał, że jest potomkiem szlachty kurlandzkiej, a nowe obowiązki religijne spełniał z gorliwością neofity. Maturę zdał w roku 1937, również w Warszawie. Rok później wyjechał do Paryża, gdzie studiował architekturę w Academie des Beaux-Arts. Ten krótki epizod w życiu Tyrmanda zaowocował wrażliwością na szczegół architektoniczny, co znacznie podniosło wartość opisów stolicy w Złym, ale także i w Dzienniku.
W poprzednim rozdziale wiele miejsca poświęciłem kontrowersjom dotyczącym autentyczności Dziennika 1954. Jest to ważne zagadnienie, ponieważ jeśli rzeczywiście powstawał on od stycznia do marca 1954 roku, to praca nad nim poprzedzała bezpośrednio pracę na Złym. I rzeczywiście, w posłowiu do dziennika Leopold Tyrmand pisał:
"Romantyczny księżyc unosi się nad ruiną miasta i dochodzące z nor, jam, zaułków mordobicia stają się - znowu! - patetyczne. Tyrmand jest najdoskonalszą kontynuacją naszej romantycznej poezji, on przejął jej pióropusz, on pisze jej ciąg dalszy" [1].
Spróbujmy przyjrzeć się najpierw temu, co sam Tyrmand ma nam do powiedzenia na temat Złego. W rozmowie z Wojciechem Wierzewskim mówi on: Zły był powieściową wersją ballady ulicznej, a nie thrillerem czy powieścią detektywistyczną (...) Zły to »czarna Mańka« na 700 stronach czysta literacka fantazja z gatunku »rynsztokowej klechdy« (...) Jeśli weźmie pan pod uwagę moje zainteresowanie jazzem, muzyką balladowo-rynsztokową wywodzącą się z folkloru wielkomiejskiej ulicy, to znajdzie pan łatwo dodatkowe uzasadnienie. Otóż prawda jest taka, że od najmłodszych lat pasjonowałem się folklorem ulicy.
Fenomen żywiołowego odbioru Złego Leopolda Tyrmanda nie jest łatwy do wytłumaczenia. Całościowe ujęcie spraw związanych z recepcją dzieła literackiego jest bardzo trudna i tak naprawdę, nigdy do końca nie oddaje prawdziwego stanu rzeczy. Praca niniejsza jest tylko próbą odpowiedzi, na pytanie o przyczyny niezwykłej popularności powieści Tyrmanda i nie rości sobie pretensji do wyczerpania tematu...