Dzieci gorszego Boga
Kiedy usłyszałem, że po Lipinkach przechadza się Szatan, przestraszyłem
się nie na żarty. Jak go rozpoznać i gdzie go znaleźć? Czy to taki
diabeł jak z powieści Bułhakowa - piekielnie inteligentny, elegancki i
pełen klasy? Czy raczej siermiężny i rubaszny, z gęstych kudłów sypiący
trocinami przydrożnej wierzby i ziejący w twarz przechodniów gorzką
beczką za złotych pięć? Gdzie spotkać to straszydło? Chyba nie na nowym
cmentarzu, bo tam wszystko poukładane i ujęte w geometryczne lastriko.
Prędzej na starym, wśród zmurszałych krzyży, obok sypiącej się ze
starości kaplicy Straszewskich. Tam mógłby mieszkać lipiński Mefisto...
Takie myśli przychodziły mi do głowy, kiedy stałem wraz z Wami pod nowym kościołem i czekałem na akt poświęcenia nowej figury Matki Bożej Niepokalanej. A były te myśli tak ciemne i paskudne, jak niebo tego dnia nad Lipinkami. Nie dowiedziałem się, kto był tajemniczym pomysłodawcą, nie poznałem nazwisk tych, których nazywa się sponsorami. Na błyszczącej tabliczce przymocowanej do cokołu brak informacji o fundatorach. Ta wiedza nie dla mnie jest przeznaczona i nie dla takich jak ja. My, którzy nie potrafimy się zachwycać, nie brani jesteśmy pod uwagę – czyżbyśmy stanowili margines tej społeczności? Ilu jest takich, których dłonie nie układają się tak łatwo do oklasków? Czy jesteśmy dziećmi gorszego Boga?
Bo z Bogiem pewnie też jest tak, jak z figurami Matki Bożej - jedne stoją w pełnej chwale i glorii, innym ciężko wygrzebać się z pokrzyw i łopuchów. Jedne są świadectwem jedności naszej wspólnoty, to znaczy każdemu muszą się podobać i nie wolno powiedzieć ani słowa krytyki, inne odpowiadają za rozbijanie i lepiej, żeby same rozpadły się w proch. A co zrobić z człowiekiem, którego tak wychowali, że instynktownie odsuwa się od blichtru i woli stać obok tych, o których wszyscy chcą zapomnieć? Czy jego miejsce też jest na śmietniku?
Jedność to magiczne słowo, słowo-wytrych, którym tak łatwo się posługiwać. Na co dzień mamy do czynienie z bardzo zwulgaryzowaną formą jedności. Mniej więcej mieści się ona w słowach: „Albo myślisz tak jak ja, albo jesteś warchołem i pieniaczem”. Nostalgia za dawnymi czasami widoczna jak na dłoni. Jeden wódz, jedna idea, jeden sposób myślenia. Dzieci gorszego Boga nieśmiało zauważają, że postęp jest wynikiem dyskusji i ścierania się odmiennych poglądów. Tam gdzie mądry spór, tam prosta droga do rozwoju i tworzenia nowych jakości. Dlaczego ta prawda nie dotarła dotąd między nasze opłotki?
Jeden z bohaterów Rejsu Marka Piwowskiego ujmuje moje rozterki w genialny sposób. Pozwólcie, że przytoczę jego słowa na temat krytyki: „Yyyy... Każdy może prawda krytykować, a mam wrażenie, że dopuszczanie do krytyki panie to nikomu... Mmmm... Tak nie... Nie podoba się. Więc dlatego z punktu mając na uwadze, że ewentualna krytyka może być, tak musimy zrobić żeby tej krytyki nie było. Tylko aplauz i zaakceptowanie”.
Gdzież jest więc nasz zagubiony szatan? W nas, moi drodzy, którzy nie chcemy zrozumieć, że liczą się tylko „aplauz i zaakceptowanie”. Ośmielamy się krytykować… To źle! Lepiej zaśpiewać mocnym i radosnym głosem: „Łubu dubu, łubu dubu, niech żyje nam prezes naszego klubu. Niech żyje nam. To śpiewałem ja – Jarząbek Wacław”. To nie o to chodzi, czy podobają nam się Bajeczne Ogrody, nowa figura Matki Bożej czy Święty Florian. Chodzi o to, że nikt nie odważy się tego powiedzieć głośno i otwarcie. Aż trudno uwierzyć, bo to przecież XXI wiek, ale wszystkich nas paraliżuje strach. Ten strach, o którym będę uparcie mówił, to hańba dla Lipinek, której nie zmażą kilometry kanalizacji i pierwsze miejsce w rankingach!
Bo dzieci gorszego Boga czasem mają nadzieję, że te dwie Matki Boskie w gruncie rzeczy robią to samo – depczą szatana, aby nie podnosił z pychą swej głowy. Przypadek, że właśnie u nas jest ich nadmiar? A może w naszej rzeczywistości to jest największy z szatanów. Szatan pychy i chorych ambicji, szatan zarozumialstwa i przekonania o własnej nieomylności. Tu jest prawdziwe źródło zła, które nas gnębi.