CHŁOPSKIE SACRUM
Stereotyp chłopa jako istoty religijnej głęboko zapadł w naszą
świadomość. Dlatego spraw dotyczących religijności lub szerzej -
kontaktu z sacrum, w tej pracy ominąć nie można. Tym bardziej że, co
postaram się udowodnić, mają one silny związek z problematyką ciągłości
i jej naruszenia.
Mencwel formułuje sąd, że trudno dzisiaj jednoznacznie stwierdzić, czy
"katolicyzm wytworzył tradycyjną kulturę chłopską, czy też tradycyjna
kultura chłopska stworzyła polski katolicyzm" . Problem katolicyzmu,
jakkolwiek niezwykle istotny, nie będzie aż tak ważny dla moich
rozważań. Jestem dosyć daleki od ujmowania wierzeń chłopskich w
kategoriach ortodoksyjnego katolicyzmu. Udowadniałem w poprzednim
rozdziale, że Myśliwski za źródło kultury chłopskiej uważa szeroko
pojęte chrześcijaństwo. Rzecz jasna, że siłą rzeczy katolicyzm, jako
religia panująca na wsi wszechwładnie, odcisnął znaczące piętno na
chłopskiej religijności. Zgadzając się jednak w pełni z Anną Nasiłowską
wypada powtórzyć za nią:
"Chłopskie sacrum jest u Myśliwskiego tylko kulturowe i zapisane w
psychice, pozbawione jakiegokolwiek materialnego i instytucjonalnego
oparcia, skoro nie dostarcza go i nie rozumie Kościół, a Rodzina była
jego siedliskiem jedynie w przeszłości" .
Więź z Kościołem-instytucją została w przypadku bohatera Kamienia na
kamieniu wyraźnie rozluźniona. Szymon Pietruszka nie poczuwa się do
przynależności do obrzędowej wspólnoty wsi. Więcej nawet. Poprzez swoją
działalność w gminie, pracę w charakterze urzędnika dającego śluby
cywilne, wchodzi z Kościołem reprezentowanym przez miejscowego
proboszcza w jawny konflikt. Z obu stron padają nawet niewybredne
oskarżenia, walka prowadzona jest zupełnie na serio. Ten stan rzeczy
zmienia się dopiero pod koniec życia Szymona, kiedy przychodzi on na
plebanię, aby wykupić ziemię pod przyszły grób. Wtedy dopiero okazuje
się, że ustawienie po dwu stronach barykady, bardzo tych ludzi
zbliżyło, w pewnym sensie związało nawet.
Wracając do głównego wątku, interesowało mnie będzie przede wszystkim
sacrum zapisane w chłopskiej psychice, będące solidną opoką życiowej
filozofii i mentalności chłopa. Ale i w takim ujęciu religijna dusza
chłopa nosi na sobie piętno chrześcijaństwa.
Zacząć trzeba od tego, w jaki sposób układają się relacje: chłop
(człowiek) - Bóg, gdyż cechuje je daleko posunięta specyficzność.
Ciekawie ujmuje te relacje Czesław Dziekanowski:
"Chłop Myśliwskiego jest przede wszystkim człowiekiem religijnym i w
związku z tym często do Boga się zwraca z prośbą o konsultacje.(...)
Chłop nigdy nie jest sam na świecie. Może najbliższych utracić od
wojny, żywiołu czy naturalnej śmierci, lecz Bóg jest zawsze i wszędzie.
Bóg jest wszechmocny. Chłopu wystarczy weń uwierzyć, by czuć jego
opiekę. W istocie nigdy nie jest to relacja »równości«, lecz
»ojcostwa«. Bóg dla chłopa jest przede wszystkim symbolem ojca. On
ustanawia prawa, nakazy i zakazy. On określa to, co dobre a co złe, co
piękne a co brzydkie. Co podoba się Bogu (w sensie etycznym), ma prawo,
a nawet obowiązek podobać się chłopu (nie tylko w sensie etycznym, lecz
także estetycznym)" .
Nie jest więc dla bohaterów Kamienia na kamieniu Bóg istotą
transcendentną, lecz raczej bytem istniejącym w najbliższej
rzeczywistości. Bóg egzystuje na wyciągnięcie ręki, chłop jest z Nim,
jak z prawdziwym ojcem, spoufalony. Rozmowa z Bogiem, dzięki
pośrednikom lub wprost, jest na porządku dziennym. Dlatego Szymon
Pietruszka może wysuwać przypuszczenie, że sam Pan Bóg powiedział
kościelnemu Franciszkowi, aby ten nałapał szpaków (s.52). Bóg musi
bowiem troszczyć się o właśnie tego typu sprawy. Chłop Myśliwskiego
wierzy, że Bóg towarzyszy mu na każdym kroku, przypatrując się jego
codziennym zmaganiom z żywiołami. Z takich przekonań wywodzi się choćby
ta piękna, krótka przypowieść:
" - A co to tak na niebie śpiewa?
- Skowronek, tata.
- Ano, widzisz, skowronek. A wiesz, skąd się wziął skowronek?
- Przyleciał.
- Przyleciał swoją drogą. Ale szedł raz Pan Bóg polem, a jeden chłop
orał. Ciężko? Spytał go się Pan Bóg. Oj, ciężko, Panie Boże. To wziął
Pan Bóg grudkę ziemi, cisnął ją ku niebu i rzekł, niech ci śpiewa, lżej
ci będzie" (s.385).
Ta niesłychana bliskość Boga wiąże się z chłopskim rozumieniem jego istoty. Daremnie szukać by w
Kamieniu na kamieniu starotestamentowego Boga, groźnego i karzącego. Są za to inne, bardzo czytelne odniesienia. Przyjrzyjmy się temu fragmentowi:
"I jeszcze gorzej się Pan Bóg zmartwił.
- Co by wam tu dać, moi złoci ludkowie? - powiada. - Wszystkom
porozdawał. Została mi jeno ta cierniowa korona na głowie i ten kawałek
szaty Bożej, co ją na mnie widzicie. Jako i wy ubogi jestem.
I tak jak siedział, podparł się pod brodę, głowę przechylił i myśli,
myśli" (s.94).
Bóg Myśliwskiego jest bowiem przede wszystkim Bogiem-człowiekiem, jak
chłop ubogim, chłopskim językiem się posługującym. To Chrystus, a
dokładniej - znany z wiejskich przydrożnych kapliczek - Chrystus
Frasobliwy. O tym jak wysoko cenił to wyobrażenie Jezusa autor Nagiego
sadu i jakie znaczenie filozoficzne z nim wiązał, niech zaświadczą
słowa samego Wiesława Myśliwskiego:
"A zostawiła nam [kultura chłopska] na przykład arcydzieło w skali
europejskiej - Chrystusa Frasobliwego, który jest nieporównywalny z
żadnym innym osiągnięciem polskim w tej dziedzinie. Frasobliwy to nie
tylko rzeźba, to symbol naszego ludzkiego, nie tylko chłopskiego
bytowania. Kryje się w nim przecież cała filozoficzna koncepcja Boga,
wynikająca z ukształtowania przez wielowiekowe doświadczenia losu" .
Kluczem do zrozumienia istoty chłopskiego sacrum jest właśnie Chrystus
Frasobliwy, zamyślony nad ludzką biedą i na wskroś człowieczy. Ten
Chrystus pojawia się w jeszcze jednym, jakże ważnym momencie dzieła,
kiedy Szymon brutalnie zrywa z Małgorzatą:
"A potem po przeciwnej stronie niedaleko na krzyżówce stała kapliczka,
to klapnąłem sobie na schodach pod Panem Jezusem(...)Coś mówiłem do
Pana Jezusa, który siedział nade mną pod daszkiem, z głową wspartą na
ręce i dumał. I on coś do mnie mówił. I takeśmy sobie mówili, aż
wypiłem do dna, i nie było o czym więcej mówić. Powiedziałem:
- To już pójdę, Panie Jezu, bo też zacznę dumać, a nierówniśmy przecież" (s .373).
Dialog Szymka z Jezusem w obliczu niedawnego nieszczęścia nosi wymiar
nawiązania kosmicznej jedności. Dialog zostaje przerwany, bo Szymek
dostrzega jednak istniejącą między rozmówcami różnicę.
Sprowadzenie Boga na ziemię pozwala czuć jego opiekę na co dzień. Taka
pozycja Stwórcy stwarza jednak pewne niebezpieczeństwo. Bóg partnerski
budzi w człowieku wątpliwości co do jego siły i możliwości działania.
Jest Bogiem ludzkim, ale jednocześnie nie wszechmocnym. Wstrząsające są
słowa bohatera
Kamienia na kamieniu,
kiedy mówi o rozpasanej zbrodni czasu wojny: "Mówili ludzie, że to Pan
Bóg próbował się w ten sposób sprzeciwić. Ale choćby Pan Bóg, to co on
mógł zrobić, jak ich było ze dwadzieścia aut i wszystko uzbrojone po
zęby" (s.428). W tym fragmencie odzwierciedla się przekonanie o
słabości Boga wobec okrucieństwa człowieka. To naturalna konsekwencja
traktowania Boga jako istoty przynależnej do świata ludzi. Jest to
także odbicie przeświadczenia, że czas wojny wymyka się spod kontroli
mocy niebieskich.
Znakiem obecności Boga na ziemi są liczne krzyże, które pojawiają się w
Kamieniu na kamieniu
bardzo często. Choć krzyż krzyżowi w tej powieści nierówny. Z
dezaprobatą traktuje bohater dzieła Myśliwskiego przerost rzemiosła
cmentarnego. Bezlitośnie odsłania niepotrzebne przeładowanie bogactwem
ornamentyki, mijanie się z tradycyjnym chłopskim smakiem, formalizację
zaprzepaszczającą istotę estetyki wieczności. Niezgodę estetyczną
Szymona Pietruszki wywołuje nieprzemyślana stylizacja, w której gubi
się i Chrystus, i jego dzieło odkupienia. Z satyrycznym zacięciem
odmalowuje takie na przykład obrazy:
"Kowalików krzyż to gdzie tam jeszcze przed cmentarzem widać. Prawie
równy z drzewami (...) Sam Pan Jezus nawet nieduziutki, za to korona
cierniowa niczym wronie gniazdo. Staniesz pod nim, to jak pod
szubienicą i głowę trza zadzierać jakby na wisielca. I po cóż tak
wysoko?" (s. 11)
"Albo córka Barańskiego, trzech lat nawet nie miała, a grób jej
Barański wybudował, jakby cały ród Barańskich od dziada pradziada w nim
pochował. I Pan Jezus na tym grobie nie dość, że wielkolud, to czy to
kamień taki siwy, czy czymś powleczony, że wygląda, jakby ze sto lat
żył. A co żył? Trzydzieści trzy. I nie pochylając głowy przed futryną
mógłby wejść do każdej chałupy" (s. 13).
"Albo Partyka, postawił na swoim grobie Jezusa krzyż dźwigającego na
Golgotę. To w barach jakby trzech Partyków, a każda jego stopa prawie
trzy ludzkie. Do tego koniec krzyża aż na sąsiedni grób Ciepieli
wystaje i ciągle się z Ciepielą na Wszystkich Świętych kłócą. I taki
wielki Pan Jezus, gdy nawet krzyż na Golgotę niesie, nie czuje człowiek
że mu ciężko. Bo gdybyś chciał mu nawet pomóc, to co ty ze swoją siłą
przy jego. Bóg powinien być jak i człowiek, żeby widać było, że go
boli, co człowieka boli" (s. 13).
Im mniej realne, bardziej oddalone od wizji Boga-człowieka, wizerunki
Chrystusa, tym większy budzą w narratorze sprzeciw. Nic dziwnego, że ta
wędrówka po cmentarzu wywołuje w końcu pragnienie, aby na własnym
grobie postawić śmigło zamiast Pana Jezusa. Bo według Szymona takie
śmigło czasem "smutniejsze niż niejeden Pan Jezus" (s. 14).
Są w powieści i inne krzyże. W nich najpełniej odbija się Męka Pańska. Taki charakter mają te stawiane wokół wsi podczas zarazy:
"A ile krzyży nastawiali! Z każdej strony świata krzyż. I nie było jak
teraz, cztery. Tylko gdzieś oczy obrócił, krzyż. I na każdym, Panie,
zmiłuj się, Panie, zmiłuj się, Panie zmiłuj się" (s. 21).
Takie krzyże, piękne przez swoją zwyczajność, wspomina Szy-mon z czasów
partyzantki:
"Tak się przeważnie w partyzantce chowało, tam gdzie człowiek padł. Bez
trumny, w gołej ziemi. A na krzyż kawał brzozy się ścięło, nawet z kory
się nie obdzierało, aby tylko z gałązek, drutem czy rzemieniem na
krzyż, i był krzyż" (s. 31).
Ale swój wymiar najwyższy osiąga krzyż w opowieści o "ukrzyżowaniu" przez Niemców partyzanta:
"Raz jednego z naszych na takim wysokim krzyżu Niemcy powiesili. To gdy
się z dołu na niego patrzyło, wydawało się, jakby się z tego śmiał. A
gdy na ziemi u stóp naszych już leżał, twarz miał pokurczoną z bólu i
język na wierzchu (...)
Postrzelili go, ale jakoś dowlókł się do krzyża. Objął go rękami z
wszystkich sił, miał potem pełno drzazg za paznokciami i skórę na
rękach zdartą aż do łokci, bo w żaden sposób nie mogli go oderwać.
Musieli mu aż palce wyłamywać. I już prawie nieżywego powiesili na
ramieniu tego krzyża. Nie było go jak zdjąć potem i trza było krzyż
urąbać" (s. 12).
W tym fragmencie męka człowieka została przyrównana do cierpienia
Chrystusa. Symbolika tego obrazu jest głęboka - chłop już na ziemi
wznosi się ku zmartwychwstaniu i nieśmiertelności. Czesław Dziekanowski
stwierdza: "W
Kamieniu na kamieniu
Myśliwski wyraźnie dąży do tworzenia takich sytuacji i obrazów, które
by śmierć człowieka podciągały w rejony Chrystusowego Ukrzyżowania.
Rezultatem tych zabiegów jest z jednej strony sakralizacja istoty
ludzkiej, z drugiej zaś desakralizacja Boga" .
Na poparcie tych słów przytoczę jeszcze jeden urywek tekstu: "Panie
Jezu, który jesteś w niebie, przyjm do siebie Antoniego Kurasia i nie
tylko duszę, ale jakby dało się, to z ciałem. Bo choć nie na krzyżu
umarł, tylko w lesie, to takie samo to ukrzyżowanie jak Twoje" (s. 282).
Takie mechanizmy "przyginania" boskiego do ziemi i wznoszenia człowieka
do nieba służą budowaniu wizji absolutnej jedności świata. W
rzeczywistości, w której funkcjonują mechanizmy sakralizacji i
desakralizacji, zaciera się w znacznym stopniu podział na sferę sacrum
i profanum. Ta konkluzja jest niezwykle ważna. Sakralizacja i
desakralizacja, wzajemnie się uzupełniające, są obecne w całym utworze.
Ich rezultatem jest łączność między niebem i ziemią, człowiekiem i
bóstwem.
Czasem zejścia sacrum na ziemię są uroczystości odpustowe. Odpust jest
w kulturze chłopskiej osobistym spotkaniem z tym, co boskie, okresem
spoufalenia ze świętościami. 0 takich odpustach mówi jednak narrator w
czasie przeszłym i podkreśla, że to zjawisko nie jest już możliwe w
czasach mu współczesnych:
"W niedzielę był akurat u nas odpust na Matkę Boską Zielną. A że od
dzieciństwa lubiłem odpusty, poszedłem. Ale to już nie te odpusty co
dawniej. (...) Dawniej kramów dwa, trzy rzędy dookoła muru kościelnego
i na każdym pełno wszystkiego, a łakoci to już góry. Nie był człowiek
dzieckiem, a ślina mu aż nieraz ciekła. I co tylko dusza zapragnęła,
można było kupić. I wszystkie stworzenia, jakie tylko są na świecie. I
wszystkich świętych. Matki Boskie duże, małe, w chustkach, w wiankach,
w koronach, z Dzieciątkiem na ręku i bez. Panów Jezusów na krzyżu i
upadłych pod krzyżem, na Golgocie, z barankiem, zmartwychwstałych. Całe
wiązki różańców, korali, różnych świecidełek. A już organki, szable,
trąbki, fujarki, gwiazdki i co tylko dziecko zapragnęło, to na każdym
kramie. Mogłeś kupić i maść na odciski, i szuwaks do butów, osełki do
ostrzenia noży" (s. 82-83).
Odpust to jednocześnie czas idealnego wymieszania sacrum i profanum.
Symbolicznie podkreślone to zostało przez różnorodność kramów, gdzie
obok wszelakich Panów Jezusów leżą osełki i maść na odciski. Zwróćmy
uwagę, że nie odnosi się tu wrażenia dysharmonii, wszystko do siebie
pasuje i układa się w jeden porządek.
Obok desakralizacji Boga i całego boskiego panteonu mamy w powieści
równie często sakralizację elementów rzeczywistości chłopskiej. Na
pierwszym miejscu należy wymienić podniesienie do rangi świętości
ziemi. Stanowi ona nie tylko wartość związaną z rytmem pracy chłopa,
ale również, i może głównie, wartość decydującą o jakości systemu
moralnego i ustanawiającą zrąb teocentrycznego światopoglądu. Ziemia
ustanawia porządek egzystencji, jest dawcą życia i życie to odbiera.
Ziemia jest wartością najwyższą, która bezwzględnie wymaga kultu i
wyrzeczeń. Filozofia tego kultu nosi znamiona niemalże mistyczne.
Więź chłopa z ziemią jest nierozerwalna, doskonale spójna. Posiadanie
ziemi staje się ważniejsze niż posiadanie duszy. "Bo co ci po duszy,
jeśli nie będziesz miał ziemi. Dusza sama, bez ziemi, to jakby ciało
jej nie chciało i Pan Bóg ją wygnał" (s. 195). Walka o ziemię, nawet
najbardziej okrutna, zyskuje zawsze moralne rozgrzeszenie: "Pan Bóg ci
odpuści, bo kiedy o ziemię chodzi, Pan Bóg zawsze odpuszcza. Na tej
ziemi się urodził, na niej żył, na niej umarł, to wie, co to ziemia"
(s.194). Zdarza się nawet, że kiedy Bóg jest bezsilny, jego uprawnienia
przejmuje ziemia: "A gdyby ci nawet Pan Bóg nie odpuścił, to ziemia ci
odpuści. Bo Pan Bóg nieraz wszystkiego nie widzi z tych swoich
wysokości, a ziemię wszystko boli" (s.194).
Rangę świętości zyskuje także praca na roli. Jest to swego rodzaju
modlitwa chłopa, który żywi mniej lub więcej uświadamiane
przeświadczenie, że ciężka praca sakralizuje jego życie. Także poprzez
swój odwieczny, zgodny z Naturą rytm. To przekonanie zyskuje swojego
gorącego orędownika w Józefie, ojcu Szymona. W jednym z monologów
porównuje on nawet koszenie do wiszenia na krzyżu, oczywiście wyżej
stawiając koszenie(s.74). Żniwa bowiem są największym świętem w życiu
chłopa.
Jeżeli do sfery sacrum należy ziemia i praca na niej, to rzecz jasna i
owoc tej pracy zyskuje świętość. Tym owocem jest chleb. Zgodnie z
wyobrażeniami chrześcijańskimi przyrównywany jest do ciała. Tak jest na
przykład we fragmencie opisującym krojenie go przez Małgorzatę, kiedy
nie wiadomo, gdzie kończy się chleb, a zaczyna ciało (s.356). Kult
chleba w kulturze ludowej był przez pisarzy nurtu chłopskiego
wielokrotnie podejmowany i dogłębnie roztrząsany. Nie będę więc
przypominał znanych wszystkim schematów. Chciałbym zwrócić uwagę na coś
innego. Mam na myśli znakomicie przedstawiony zwyczaj zaorywania na
wiosnę w pierwszej skibie ziemi kromki chleba. Kromka ta musiała być
odkrojona w Wigilię i z nowego bochenka. Ojciec wynosił ją na strych,
"tam ją wsadzał za krokiew wysoko, pod strzechą, przeważnie gdzie
największy zmrok zalegał. I tam ta kromka siedziała do wiosny jak jakiś
śpiący gołąb" (s. 384).
W opisie umiejscowienia kromki dwa elementy są istotne: wysokość, na
której się znajduje i porównanie do gołębia. Powtarzają się one w
tekście jeszcze raz: "strzecha unosiła się wyżej i wyżej, i robiło się
przestronno, jakby stało się pośrodku kościoła o zmierzchu. A gdzieś
pod samym szczytem z tego zmierzchu wyłaniała się ona, jak uśpiony
gołąb, przycupnięty za krokwią" (s.404).
Ta kromka chleba, poprzez cały rytuał związany z jej odkrojeniem i
umieszczeniem wysoko, a także porównanie do śpiącego gołębia (symbol
Ducha Św.), osiąga świętość najwyższą. Strych domu staje się, podobnie
jak kościół, miejscem sakralnie naznaczonym. W śnie Szymona owa kromka
wyraźnie oddala się od ziemi, niemal sięga nieba: "wyszedłem na strych,
postawiłem drabinę, ale drabina okazała się za krótka, wyszedłem na
topolę, ale i topola okazała się za krótka" (s. 391). Dodać należy, że
w mitologii chłopskiej topola jest tym, co najwyższe, najbardziej
strzeliste.
Rytuał wiosennego przyorywania chleba łączy w sobie wszystkie
wspomniane sfery ziemskiego sacrum. Ziemia, chleb i praca zmieniają się
w jedność. Jednocześnie tworzą zamknięty krąg, doskonały rytm powrotu.
To połączenie staje się więc symbolem idealnej ciągłości sakralnej.
W jednym z epizodów bohater
Kamienia na kamieniu
dokonuje desakralizacji tejże kromki. Mówiąc prościej, powodowany
głodem i obłąkańczym pragnieniem, zjada ją. Tym samym narusza świętą
jedność, zrywa sakralną ciągłość i naraża ludzi na gniew ziemi. Jest
bowiem w powieści Myśliwskiego, obok mozolnego budowania wyżej
wspomnianej jedności, proces jej zrywania, naruszania. Najczęściej
ukazywany jest on na przykładzie rozluźnienia więzi z ziemią.
Pierwszą przyczyną tego rozluźnienia, w znaczeniu dosłownym i
metaforycznym, była wojna. Znajduje to swój wyraz w opowieści o
cmentarzu:
"Przez sześć tygodni stały na cmentarzu dwie baterie niemieckich dział
i waliły dzień i noc na wschód.(...) Ze wschodu znów ruskie działa tak
samo dzień i noc przez sześć tygodni. To wydawało się, że góra, na
której cmentarz leży, zamieni się w dolinę. I nawet robaki tego piekła
nie przetrzymają, nie mówiąc o umarłych. Ziemię na nice jakby obróciło
i wywaliło na wierzch całą wieczność.
Szkielety, ciała i trumny leżały porozrzucane po całym cmentarzu, jakby
śmierć się sama z siebie tak rozhulała, że już jej mało żywych i
nieboszczyków z grobów powywlekała, żeby ich na nowo uśmiercić. I niby
umarli, niektórzy z ziemią już zrośnięci, a musieli po raz drugi
umierać(...) I cmentarz przez lata jeszcze przypominał pobojowisko" (s.
48).
W tym naturalistycznym opisie tkwi wstrząsająca prawda. Wojna
spowodowała zerwanie więzi z wiecznością. Wywróciła świat na nice.
Rozerwała błogą komitywę człowieka z Bogiem. Chociaż wojna zawsze
stanowiła element światopoglądu chłopskiego i nie była obca tej
kulturze, to jednak skala zniszczeń, które przetoczyły się przez wieś w
czasie II wojny światowej była niewyobrażalna. I chodzi nie tylko o
ruinę materialną, ale przede wszystkim psychiczną i moralną. Wojna
wyrwała się spod kontroli, wyłamała nakreślone dla niej ramy.
Za zerwanie jedności z ziemią odpowiedzialne były także zmiany
społeczne po II wojnie światowej. Kiedy chłop zamienił się w producenta
żywności i ziemię zaczął traktować jak warsztat pracy, niemożliwa była
mityczna z nią łączność. Ziemia wymaga bowiem osobistego zespolenia z
nią, opartego na bezpośrednim kontakcie. To przykładanie własnych rąk
do ziemi budowało ciągłość sacrum. Użycie pośredników - maszyn,
porządek ten burzyło. Widzi to naczelnik gminy, którego Szymon prosi o
przydział cementu na grób. Widzi, albo raczej czuje podświadomie, bo
zrozumieć i zinterpretować nie potrafi:
"Albo był tu obraz w gminie, pamiętasz, za Rożka. Chłop wołami orał.
Musiałem go zmienić, bo kto tylko przyjechał, patrzył na ten obraz. No,
i namalował mi tu jeden, wziął dziesięć tysięcy. Spójrz, traktor teraz
orze. Tylko że tak między nami bracie, nie mogę się przyzwyczaić.
Wszyscy chwalą, a ja ile razy spojrzę, to mnie boli ta ziemia. Jakby
ktoś ją najechał. Nieraz nawet słyszę, jak stęka, pojękuje, tylko że
traktor głośniejszy, doda gazu i na szczęście zagłuszy" (s. 340-341).
Istotne znaczenie w ukazaniu destrukcji związków chłopa z Absolutem ma
opis zachowania się ptaków. W wiejskiej mitologii (i nie tylko) ptaki
są sferą pośrednią między kosmosem a człowiekiem. Symbolizują
wysłanników wieczności, stanowią łącznik pomiędzy niebem a ziemią, więc
także pomiędzy człowiekim a Bogiem. Stanowią zatem czynnik zespalający,
pierwotne ucieleśnienie ciągłości.
Tak jak wojna i czasy powojenne zerwały więź z ziemią, te same okresy
historii w pewnym stopniu wyeliminowały z życia chłopa ptaki.
Przedwojenny ptasi raj na cmentarzu zlikwidowała wojna. Ptaki zniknęły,
a nawet jeśli "jakiś ptak przypadkiem przelatywał nad cmentarzem, to
się wyżej wzbijał, nieraz tak wysoko, jak go tylko skrzydła poradziły
wznieść. Jakby coś go nagle osaczyło i nie miał gdzie uciekać, tylko
wyżej i wyżej" (s. 49).
Bojownikiem o powrót ptaków jest w powieści Myśliwskiego kościelny
Franciszek. Jego miłość do tych stworzeń przypomina upodobania św.
Franciszka z Asyżu i podobieństwo to jest chyba zamierzone.
Drugi fragment dotyczący ptaków wiąże się już z okresem powojennym i
dotyczy jaskółek. Przemiany wsi, zmienianie strzech na blachę, dachówki
czy eternit powoduje, że jaskółki przestają budować gniazda pod okapami
ludzkich siedzib:
"Coraz mniej jaskółek w naszej wsi, odkąd ludzie zaczęli strzechy
zrzucać. Bo nie tak łatwo jaskółka przyjmie się z powrotem, kiedy jej
dach zmienisz. I nie każdy dach jej miły. Papy na przykład nie cierpią,
blachy tak samo. Od blachy, kiedy gorąc na świecie, żar im gniazda
lepi, a znów papa im śmierdzi. (...) A jaskółka, gdy nawet latami pod
jednym dachem z ludźmi mieszka, wieczny strach. Strach boży, ludzki,
liść osiki. I bez przerwy fruwający. Bez przerwy w locie. Tu, już tam.
Niżej, wyżej. Co dopiero nad ziemią, już pod niebem. Jakby przed czymś
ciągle uciekała" (s. 34).
To opuszczenie ludzi przez jaskółki znów należy rozumieć symbolicznie.
Jest bowiem jaskółka znakiem zmartwychwstania i Chrystusa. Jej gniazdo
uważa się na całym świecie za dobrą wróżbę dla domu, pod którego dachem
zostało ulepione. Jaskółka jest wreszcie ptakiem, w którego chętnie
zamieniali się bogowie egipscy i greccy. Przytoczę jeszcze może słowa
Juliusza Słowackiego: "Jeśli jaskółce ochrony nie dacie, odejdzie od
was - smętny - bóg domowy, wiatr wam zawyje grobowymi usty tę smutną
klątwę: otóż dom wasz pusty!" .
Brak jaskółek to symbol osamotnienia człowieka, utraty przez niego
kontaktu z niebem. XX wiek włączył chłopa w życie społeczne, ale
wyobcował z odwiecznego porządku bytu. Ciągłość sakralna została
zerwana.
Próbą ponownego nawiązania tej ciągłości jest budowa grobu przez
Szymona Pietruszkę. "Bo prawdziwy gospodarz powinien mieć i grób swój.
Dom pień, a grób korzenie, i dopiero dom i grób całe drzewo" (s. 37).
Grób jest ostatnią szansą na znalezienie jedności z ziemią, a zatem z
rzeczywistością sacrum. Na starość bowiem "z życia niby z drzewa
jesienią wszystkie liście opadną i jak goły pień człowiek zostaje.
Wtedy już nie w świat go ciągnie, ale z powrotem do tej ziemi, gdzie
urodził się, gdzie wyrósł, bo to jedyna jego ziemia na tym świecie. I
nawet grób w tej ziemi jakby domem mu był" (s. 153).
Budowa grobu współtworzy sakralny porządek, w którym śmierć jest tylko
powrotem do ziemi, zrośnięciem się z nią. Grób staje się kołyską,
nadzieją na nowe życie. Grób jest przecież także znakiem
zmartwychwstania.
Budowaniu grobowca przez bohatera
Kamienia na kamieniu
przyświeca jeszcze jeden cel. Ma on zebrać w jedność rozproszoną po
świecie rodzinę, na powrót ją zespolić. I jest to również zamiar
odbudowy jedności sacrum, bo choć nie wspominałem jeszcze o tym,
rodzina u Myśliwskiego także podlega procesom sakralizacji. Funkcja
rodziny w kulturze chłopskiej i znaczenie przemiany pokoleń będą zatem
treścią następnego rozdziału.